niedziela, 23 listopada 2014

Rozdział 43

Nad ranem obudziła mnie stewardessa mówiąc:
-Jesteśmy na miejscu może pani już wysiadać z chłopakiem
-Dobrze dziękuję a taki drobiazg to nie chłopak to przyjaciel-odpowiedziałam uśmiechając się
-Aa to przepraszam nie wiedziałam
-Nie szkodzi....
Kiedy pani odeszła puknęłam Dyla raz i drugi aż się obudził i powiedziałam:

-Wstawaj jesteśmy na miejscu...
-Już tak szybko?-zapytał ze zdziwieniem
-Tak-roześmiałam się patrząc na jego niedospane oczy
-Okey ale nie chcę mi się wstać pomożesz?
-Nie dobra dawaj dawaj bo polecimy dalej
-Ty jesteś taka szybka-powiedział wstając z wygodnego fotela
Ja nic nie odpowiedziałam tylko popatrzyłam na niego przez moje ramię kierując się w stronę wyjścia.Kiedy już wyszłam poczułam świeże powietrze ale najlepsze był to że wysiadając zobaczyłam wierzę Eiffla.Która stała na przeciwko mnie.Złapałam się za głowę.Myśląc:
-Jestem w Paryżu w mieście świateł.O mój boże
Moje wymysły przerwał Dylan pukający mnie w lewe ramię.Odwróciłam się gwałtownie i zapytałam:
-Co?!Daj mi podziwiać te piękne miasto.
-Wiem że ci się bardzo podoba ale nie mamy czasu idziemy szukać moich rodziców potem pędzie czas na zwiedzanie.. Okey?
-Okey-uśmiechnęłam się i pobiegłam za chłopkiem
Biegnąc przez tych wszystkich ludzi przeciskając się przez tłum czułam,że warto było jechać z Dylanem do tego pięknego miasta.Było tyle rzeczy które zawsze chciałam zobaczyć z bliska nie tylko na zdjęciach,..

*20 minut później *

Właśnie jesteśmy w metrze jedziemy do rodziców chłopaka już myślałam,że nigdy nie znajdziemy tej ulicy,Na której państwo Evans mieszkali.Ale się udało.Dyl zadzwonił do mamy i zapytał o ulicę powiedział mu numer domu i nazwę.Więc szybko wskoczyliśmy w pierwsze metro jadąc do nich.Kiedy dojechaliśmy na miejsce Dylan złapał mnie za rękę obawiając się reakcji rodziców.Powiedziałam:
-Boisz się?
-Tak nie wiem co mama i tata sobie o mnie myślą.
-Dylan nie bój się będzie dobrze mówiłeś im że się zmieniłeś prawda?
-Tak ale nie jestem jeszcze do końca pewny czy...
-Czy... co ja jestem pewna,że przyjmą cię z otwartymi ramionami więc pukaj i wchodź jakbyś wrócił do nich  z długich wakacji.
-Dobrze to pukam...
Puk i puk i puk aż drzwi się otworzyły przez chwilę mój przyjaciel i jego rodzice stali tak na przeciw siebie i patrzyli na Dylana jak na prawdziwego świętego mikołaja a on na nich tak samo.5 minut później Dyl powiedział:
-Możemy wejść?
-Tak wchodźcie..-odpowiedziała mama Dyla
-Mamo,tato chciałem tylko powiedzieć,że przez te wszystkie lata bez was zrozumiałem co to znaczy tęsknić i kochać.Bardzo żałuję,że was zraniłem nie chciałem tak postąpić,i myślę że mi wybaczycie..
-Synku my z tatą kochamy cię bardzo mocno pamiętaj o tym-odpowiedział pani.Evans ze łzami w oczach przytulając swojego syna oczywiście pan Evans nie wahał się dłużej i poklepał swojego syna w plecy jak to robią chłopacy.Uśmiechnęłam się bo wiedziałam że mama i tata Dylana kochali go bardzo mocno i nie chcieli nigdy go oddać do tego Domu Pomocy.. Stojąc tak mama chłopaka zapytała:
-A to ta twoja przyjaciółka?
-Tak to Lucy
-Witaj Lucy ja jestem mamą Dylana pani.Alice a to tata Dyla pan.John
-Dzień dobry miło mi państwa poznać-powiedziałam podając obojgu rodzicom rękę na przywitanie.

2 komentarze:

  1. Fajnie, szkoda tylko że jest coraz bliżej końca :c

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będzie następne opowiadanie :* Też mi trochę przykro jak myślę nad tym 50 rozdziałem ale co zrobić trzeba kiedyś to skończyć...

      Usuń