Wchodząc do domu usłyszałam cichą rozmowę i kiedy weszłam do salonu Zayn stał jak słup soli i nie chciał nic mówić aż tu nagle.Louis popchnął go bliżej do mnie,a Zayn na to:
-Lucy przepraszam.
-Nic się nie stało-nie miałam z nim ochoty więcej gadać przeprosiłam wszystkich i poszłam na górę.
Ale zatrzymało mnie jedno.Liam!Złapał mnie za rękę i przyciągnął do siebie.Powiedziałam powoli zbliżając się do niego:
-Co ty wyprawiasz?
-Lucy nie bądź smutna pamiętasz co ci powiedziałem na schodach?-Tak ale ja nie dam rady już taka jestem
-Nie mów tak-powiedział chłopak przytulając mnie
-Dziękuję jesteś kochany
-Nie ma za co po prostu próbuje cię pocieszyć.
-To masz jakiś dar przekonywania-uśmiechnęłam się kończąc nasz uścisk.
-Naprawdę to super!-roześmiał się
Ale ja nie chciałam i tak zejść na dół więc poszłam na strych.Ale Liam nie ustępował i zapytał:
-Mogę iść z tobą?
-Jasne...Jak nie boisz się strychu to zapraszam-roześmiałam się
-A co ty robisz na strychu
-Siedzę
-Aha-uśmiechnął się
Kiedy doszliśmy na miejsce weszłam pierwsza,żeby prowadzić dalej chłopaka aż tu nagle wywróciłam się ale miałam szczęście bo Liam zdążył mi pomóc w ostatniej chwili złapał mnie.Podziękowałam mu i poszłam dalej:
-Uwaga,uwaga to jest miejsce w którym lubię przebywać
-Aaa to tu spędzasz czas-uśmiechnął się
-Tak to fortepian mojej mamy bardzo go lubię bo przypomina mi o niej.
-Bardzo ci jej brakuje?
-Tak nie wiesz jak bardzo jestem taka nieszczęśliwa,wściekła nie mam już nikogo.Jestem dopiero siedemnastoletnią dziewczyną z czego ja będę żyła..-powiedziałam z łzami w oczach-Lucy nie obwiniaj się tak czasem bywa życia nie można prześwietlić.Ale pamiętaj zawsze możesz poprosić mnie o pomoc albo Maxsa.My na pewno ci pomożemy.
-Dziękuję.-oderwałam oczy z podłogi i popatrzyłam na Liama naszą rozmowę przerwał huk szybko więc zeszłam na dół i zapytałam.
-Co się tu dzieje?
-Nic po prostu Louis spadł z krzesła
-Ale nic mu się nie stało
-Nie tylko miał Atak głupawki jak to zawsze bywa-roześmiał się Liam.
-Ej chłopaki,a wy w końcu jedziecie do Maxsa?
-Tak już się zbieramy Louis!-krzyknął Zayn
-Zayn chodź na stronę musimy pogadać.
Kiedy chłopacy poszli o czymś rozmawiać ja poszłam do pokoju.Żeby pobyć tam sama.Miałam bardzo dużo wrażeń jak na jeden dzień.Więc postanowiłam,że odpoczynek dobrze mi zrobi ale kiedy weszłam do pokoju na podłodze leżała figurka konika którą mama jeszcze mi schowała jak byli w domu.Pomyślałam.że to bardzo dziwne.Nie marnowałam dłużej czasu założyłam koszulę,szorty zawiązałam włosy w wygodny warkoczyk.Nie żegnając się z nikim wyszłam na Ranczo na którym nie byłam dobry tydzień.Kiedy doszłam zauważyłam ciocię myjącą Granita.Pobiegłam po szczotkę do wyczesywania koni i kierując się do cioci powiedziałam:
-Cześć
-Ooo kogo ja tu widzę co się stało,że cie tyle nie było?
-Aaa wiesz ciociu było sporo nauki teraz zaczęły się wakacje i trzeba jakoś nadrobić stracony czas z końmi.Pozwolisz wyczesać Granita?
-No jasne bardzo się za tobą stęsknił-ciocia powiedziała uśmiechając się do mnie.
-To dziś nad robię z nim stracony czas i pojadę z nim na jakiś spacer.Po lesie może.
-No to dobrze mu zrobi-ciocia roześmiała się
-Hehe
-A mama z tatą już wrócili?
-No właśnie oni już nie wrócą ciociu-rozpłakałam się przytulając się do niej
-Ale jak to?!Co się stało.
-Mieli wypadek i zginęli zostałam sama.
-Boże nic o tym nie wiedziałam kochanie nie płacz będzie dobrze masz nas z wujkiem na pewno damy sobie radę.Ale musisz mówić czego potrzebujesz.
-Oj ciociu jeszcze ja nie będę wam robić kłopotów.
-Ale to nie żaden kłopot słoneczko robię to z czystej przyjemności i muszę ci jakoś podziękować za to,że udało wam się uratować RANCZO
-To był drobiazg ciociu.
-Nie właśnie nie.Walczyłaś o moje miejsce w którym mogę się odprężyć wiesz co twoja ciotka by teraz robiła siedziała na fotelu przed telewizorem.A przez to,że uratowałaś ranczo nie będę leniem
-Nigdy byś nim nie była ciociu.
Kiedy skończyłam rozmowę z najbliższą teraz mi osobą poszłam po Granita i przygotowałam go do jazdy.Usiadłam na nim i ruszyliśmy w poszukiwaniu nowych przygód.Kto wie może coś się fajnego zdarzy.Wjeżdżając do lasu przypomniałam sobie wypadek z Iskrą.Był to koń mój od dzieciństwa ale niestety pożegnałam się z nim w taki straszny sposób.Nie chciałam o tym więcej myśleć więc postanowiłam patrzeć na piękne drzewa kwiaty,zwierzęta.Ale z tych wszystkich rzeczy najładniejsze dziś było niebo błękitne z białymi obłokami.
Śliczny ♥
OdpowiedzUsuńDzia :*
UsuńMisia ♥ pisz ♥ dalej ♥ jesteś ♥ w ♥ tym ♥ świetna ♥
OdpowiedzUsuńD.Z.I.Ę.K.U.J.Ę ♥
UsuńFajne , pisz dalej ;*
OdpowiedzUsuń