Jego wzrok mnie przerażał ale nie chciałam tego pokazywać więc odwróciłam się w drugą stronę i poszłam dalej.Słyszałam tylko za sobą krzyk:
-Haha wiedziałem,że się mnie boisz!
Nie próbowałam wywoływać następnej kłótni i miałam to gdzieś co on tam krzyczy...Idąc tak przez całe miasto.Czułam,że ktoś ciągle za mną idzie nie chciałam go spłoszyć więc szłam dalej nie odwracając się za siebie,Aż poczułam delikatny dotyk na mojej ręce odwróciłam się gwałtownie i zobaczyłam Dylana mówiącego:
-Idziesz teraz ze mną!-Gdzie?!-krzyknęłam zdenerwowana
-Zobaczysz-szarpnął mnie za rękę
-Puść mnie!
-Nie! Uspokój się i nie krzycz-mówił idą w stronę samochodu
Kiedy doszliśmy wziął mnie na ręce i wrzucił do tyłu auta.Bałam się nie wiedziałam co się stanie gdzie ten idiota chcę mnie zabrać.Powiedziałam:
-Nie ujdzie ci to na sucho
-Mylisz się mi zawsze wychodzi po mojemu nie muszę się martwić,że naskarżysz o mnie do rodziców...-roześmiał się
-Nie naskarżę bo już ich nie mam...
-Czemu?-zatrzymał się na środku drogi nie dowierzając
-Nie ważne to długa historia.
-Ważne powiedz
-Przed chwilą się na mnie darłeś,szarpałeś mnie za rękę a w tej chwili chcesz mnie słuchać?
-No dobrze nie to nie jedziemy dalej.
-A mogę wiedzieć gdzie?
-Nie siedź cicho!
Nic nie odpowiedziałam tylko siedziałam ze skrzyżowanymi nogami na siedzeniu.Z tym chłopakiem było coś dziwnego przed chwilą poczułam,że też ma uczucia ale zaraz to zniknęło.Po czterech godzinach jazdy zasnęłam..
*08:10*
Otwierając oczy zobaczyłam że stoimy na parkingu obok jakiegoś sklepu.Więc postanowiłam wymknąć się z samochodu i skierować się do tego małego kiosku.Kiedy już doszłam zapytałam pani:
-Dzień dobry czy mogę coś do picia?
-Jasne skarbie aa jeszcze cię nie widziałam w tej okolicy jesteś nowa?
-Nie sama nie wiem gdzie jestem może pani mi powiedzieć co to za miasto?
-Kochanie to nie miasto to malutkie miasteczko Mesa
-Nigdy jeszcze o nim nie słyszałam dobrze ale dziękuję za informacje miło się z panią gadało-uśmiechnęłam się ale kiedy wychodziłam na zewnątrz moim oczom ukazało się zdjęcie Dylana w gazetce.Od razu wyjęłam czasopismo i zaczęłam czytać..
Ogłoszenie !
Młody chłopak Dylan Evans uciekł z domu pomocy!Jeżeli ktoś go widział proszę o skontaktowanie się pod numer:284 526 745.Czekamy chłopak ma problemy zdrowotne .Prosimy o szybkie nawiązanie kontaktu po odnalezieniu go.
Nie wierzyłam kiedy to przeczytałam on było chory dlatego jest taki dziwny czasem zły i czasem dobry.Muszę mu jakoś pomóc.Szybko wyszłam na dwór wsiadłam do samochodu za kierownice i pojechałam gdzieś w jakieś ciche miejsce gdzie nikt nic nie widzi.A,że tata mnie uczył jeździć autem dałam sobie jakoś radę.Dojechałam do jakiegoś pustego lasu.Wyszłam z samochodu,żeby pomyśleć co powiem chłopakowi kiedy się obudzi.Aż ten czas nastąpił wyskoczyła z samochodu jak jakiś niedźwiedź i zaczął krzyczeć:
-Gdzie ty nas wywiozłaś?!-Dylan spokojnie chcę pogadać-mówiąc powoli do niego podchodziłam
-O czym chcesz,ze mną gadać?
-O tym-powiedziałam wyciągając gazetkę z kiszeni
-Skąd to masz?!-zapytał zdenerwowany
-Nie ważne powiedz czemu uciekłeś i nic nie mówiłeś,że nie masz rodziny że jesteś chory.Uważałam cię za jakiegoś zimnego drania a tak wcale nie jest.W głębi serca jesteś dobrym chłopakiem wierze w to i pomogę ci się odnaleźć.Ale musisz dać sobie pomóc-powiedziałam smutna
-Lucy...Przepraszam za to co ci powiedziałem jesteś niesamowita to ja jestem idiotą który nie panuje nad swoimi emocjami.Wybacz mi proszę dam sobie pomóc,Wierzę w to,że razem damy radę,
-Nie jesteś idiotą który nie panuje nad swoimi emocjami po prostu jesteś chory,ale ja chcę tylko żebyś wyzdrowiał.Jeżeli ty będziesz też tego chciał.Spełni się to.Aa i moi rodzice zginęli nie dawno w wypadku samochodowym.Bardzo za nimi tęsknię,a twoi rodzice co się z nimi stało?-zapytałam przytulając się do niego.
-Moi..rodzice żyją po prostu oddali mnie w ręce domu dziecka i dlatego znalazłem się w tym domu opieki.Ale to nie ich wina tylko moja,nie byłem za dobrym synem nie słuchałem ich krzyczałem na nich.Żałuje teraz tego bo kocham moich rodziców i kiedy dali by mi następną szansę zmieniłbym się na lepsze.
-Gdzie oni mieszkają?
-Oni mieszkają we Francji...-Aa a Dylan chcę żebyś był szczęśliwy więc pojedziesz tam ze mną.
-Co?Lucy oszalałaś to za daleko.
-Posłuchaj nie można tak.Trzeba walczyć o to,żeby się spotkać z rodzicami ja też za mało spędzałam z nimi czasu i zobacz jak wyszło teraz za nimi bardzo tęsknie. Bo zrozumiałam,że rodzicom trzeba poświęcać każdą sekundę żeby się nimi nacieszyć.Więc jedźmy tam-powiedziałam lekko uśmiechając się do chłopaka.A on dotknął delikatnie moją twarz i próbował mnie pocałować.Niestety nie byłam na to gotowa i odsunęłam się od niego.Mówiąc:
-Przepraszam ale nie mogę
-OK rozumiem
-Yy może się przejdziemy
-Dobrze chodźmy
-Ok-powiedziałam łapiąc Dylana za rękę i idąc przed siebie,aż znaleźliśmy się przed pięknym jeziorkiem szybko pobiegłam na brzeg i usiadłam.Było tak niesamowicie,aż nagle zrobiło mi się zimno ale nie marzłam długo bo chłopak oddał mi swoją kurtkę,kiedy już ją założyłam moja głowa upadła na jego ramię....

Wreszcie dodałas! :3 To jest mój ulubiony rozdział jak na ten moment :)
OdpowiedzUsuńOn jest taki piękny :))
Niebezpieczny,słodki,cudowny OH..
Co tu więcej mówić rozdział jest BOSKI!
Dzia <3 ;*
Usuń