Patrzyłam na niebo dobre dwie minuty,aż tu nagle usłyszałam głos z tyłu.
-Lucy?
-Tak
-Pamiętasz mnie Veronika chodziliśmy razem do gimnazjum
-O mój boże tyle lat
-Noo jak ci się układa?
-A wiesz jakoś leci
-To dobrze widzę,że lubisz konie
-No bardzo je kocham przychodzę tu prawie zawsze kiedy jestem w złym nastroju albo po prostu jak chcę się rozerwać.
-A teraz chcesz się rozerwać czy jesteś w złym nastroju?
-To i to
-Aaa mogę zapytać o co chodzi?
-Nie ważne.
-Dobrze,ok Lucy dobrze się gada ale muszę iść bo tata i mama na mnie czekają.-Papa trzymaj się dobrze cię było zobaczyć.
-Ciebie też-usłyszałam z daleka.
Veronika.Veronika,Veronika może i ona jest fajna ale za nią zbyt nie przepadam.Dlaczego?
Dlatego,że rozpowiadała wszystko co wiedziała na temat innych ludzi.Zwykła...plotkara...Nie lubiłam takich ludzi.Moje myślenie o wszystkim przewał mi znów głos ale teraz chłopka którego bardzo dobrze znałam powiedziałam:
-Liam skąd wiedziałeś gdzie mnie szukać?
-Aaaa twoja ciocia mi powiedziała
-Ty łotrze spiskujesz z moją ciocią oh nie spodziewałam się tego
-No widzisz teraz chodź w jedno miejsce mam dla ciebie niespodziankę
-Jaką?
-Wtedy to nie będzie niespodzianka jak ci powiem
-No tak to gdzie jedziemy?
-Prosto a potem skręcamy w prawo.
-Dobrze a może wyścigi
-No dobra do tego zakrętu
-Dobra odliczam. Na miejsca....Gotowi....Start!
Szybko,szybko Granit nie dajemy się dawaj-krzyczałam i śmiałam się z Liama
-Jesteś wolny jak na chłopaka-roześmiałam się
-Wiesz co zaraz zobaczymy
-Dobra!
Dawaj Haber!Dasz rade wyprzedzić tą panią dajesz
-Hahah Haber lepszego imienia mu nie mogłeś dać
-Nie to mi przyszło do głowy-I ten kwiatek ma z nami wygrać wypraszam to sobie Oooo linia mety jej Granit wygraliśmy! Mój kochany konik zawsze da radę
-No nie-usłyszałam zdołowanego Liama
-Oj następnym razem wam się uda tylko wymyśl inne imię może dla konia.
-Dobra pomyślę nad zmianą prawie jesteśmy na miejscu zamknij oczy i nie otwieraj do puki nie powiem już
-Ok czekam z niecierpliwością na słowo....
-JUŻ!
Kiedy otworzyłam oczy zobaczyłam całe One Direction które krzyczało:
-NIESPODZIANKA!
-A jaka to okazja?
-No nie wiesz?
-No nie wiem-roześmiałam się
-Twoje urodziny!
-O mój boże zapomniałam to znaczy,że Maxs nie był w szpitalu a Zayn tylko udawał tego złego i w kurzonego?
-Tak nasz spisek
-Wyyy ja wam pokaże-zaczęłam wszystkich ganiać aż tu nagle poczułam zimną wodę na plecach odwróciłam się i byłam już mokra cała krzyknęłam:
-Louis!
-Co?!-roześmiał się już do reszty
-Wiesz co ja ci tu zaraz dam...
-Zayn,Niall,Liam,Maxs i Louis-rzucili się na mnie jak na bandziora i zaczęli mnie łaskotać a to,że mam łaskotki nie mogłam się powstrzymać od śmiechu chciałam uciec ale jakoś nie wchodziło mi to zbyt dobrze.Jedną rzeczą która była najlepsza był Maxs który próbował mnie pocałować ale na koniec wymknęłam się im i uciekałam.Aż się wywróciłam.Zaczęłam się bardziej śmiać podbieg do mnie wtedy już sam Maxs i pomógł mi wstać po czym mnie pocałował.
O mój boże! Jakie to energiczne i romantyczne najśmieszniejszy moment kiedy Liam dał na imię Haber temu koniu.Fantastyczne opowiadanie kiedy nn? <3 Już nie mogę się doczekać.
OdpowiedzUsuńBardzo się cieszę,że się podoba a nn nie wiem jeszcze może napiszę go jutro zobaczymy :) <3
UsuńSuper ! A gdzie Ewan i ta przykaciółka Lucy ? Czekam na nich w następnych rozdziałach :)
OdpowiedzUsuńEwa *,*
Niedługo się pojawią jeszcze nie w tym rozdziale ale następnym będą wspierać naszą bohaterkę w ciężkich chwilach czyli pogrzebie rodziców :'( ♥
UsuńŚliczne *,*
OdpowiedzUsuńDziękuję :* Kocham Cię ♥
Usuń