czwartek, 4 grudnia 2014

Rozdział 46...

Wstać czy nie wstać?Iść do Dyla czy nie iść?Mam tle pytań w głowie,że wszystko mi się przewraca.Ale muszę się dowiedzieć jak zareagowali rodzice dowiadując się o chorobie syna..Wychodząc z pokoju nic nie było słychać,schodziłam powoli i spokojnie.Nie wiedziałam czy coś się stało czy po prostu wszyscy gdzieś wyszli.Kiedy weszłam do salonu mama i tata Dyla byli przerażeni,mama siedziała na kanapie z chusteczkami płacząc.Pan Evans próbował ją pocieszać ale nie dało rady,sam był przygnębiony tym co przed chwilą usłyszał ale nie pokazywał tego,żeby nie pogorszyć sprawy z mamą mojego przyjaciela.Brakowało mi tylko w salonie Dylana...Postanowiłam go poszukać.Zaczęłam od góry,zjeżdżając na dół...Nigdzie go nie zastałam.Więc wyszłam na dwór kierując się za dom też go nie było!Już nie miałam pomysłów,aż pomyślałam logicznie: Przecież mógł wyjść gdzieś na spacer.Żeby pobyć w samotności.Nie miałam zamiaru go śledzić więc postanowiłam wrócić do domu i pomóc w tej trudniej sytuacji dla rodziców Dyla.Weszłam do pokoju i usiadłam obok pani Evans.Kładąc rękę na jej ramię i uśmiechnęłam się nie pewnie...Aż usłyszałam:
-Kochanie wiesz chciałam ci podziękować za to,że byłaś z moim synem kiedy potrzebował kogoś obok siebie...Na prawdę jesteś niesamowitą dziewczyną.
-Dziękuję pani bardzo,wie pani.Dylan to na prawdę wspaniały przyjaciel.On zamienił moje życie na lepsze.Kiedy moi rodzice odeszli byłam taka przygnębiona.Ale wszystko się zmieniło kiedy poznałam pani syna.To on poprawiał mi humor kiedy byłam smutna,to on był ze mną jak cierpiałam.
-Wiesz skarbie ile on nam o tobie opowiadał co drugie jego słowo jest Lucy jest taka ,Lucy jest taka.
-Na prawdę-roześmiałam się
-Tak,,,Żałujemy z tatą Dylana,że oddaliśmy go do domu opieki.
-Nie obwiniajcie się po prostu tak jest w życiu raz pod górkę,a raz z górki.Nikt nie ustawi życia tak jak chcemy.
-Masz racje,ale to trudne stracić syna
-Wiem współczuje pani i panu ale ja też go bardzo kocham i trudno będzie się z nim rozstać na zawsze.Ale musimy dać radę...
-No tak masz racje-uśmiechnęła się do mnie

Ja odwzajemniłam uśmiech i wstałam kierując się do pokoju.Wchodząc na górę usłyszałam głośny huk zamykanych drzwi...Z ciekawości poszłam zobaczyć kto przyszedł okazało się.że to Dylan.W podskokach zeszłam ze schodów biegnąc w ramiona przyjaciela.Ale on nie był z niczego zadowolony odsunął się o de mnie z metr i poszedł do swojego pokoju zamykając drzwi bardzo głośno.A ja...ja stałam jak głupia wariatka.Czułam się upokorzona.Nigdy wcześniej Dylan nie postąpił tak ze mną.Postanowiłam iść do niego i porozmawiać.Zapukałam raz..i drugi nic nie usłyszałam.To zapukałam trzeci,aż wreszcie drzwi zostały otworzone.Dylan zdenerwowany zapytał:
-Czego chcesz?!
-Chciałam porozmawiać ale jak widzę ja coś zrobiłam więc idę!
-To idź!
-DOBRZE !
Wyszłam wkurzona i zdołowana weszłam do pokoju i położyłam się na łóżko.Nie wiedziałam,czy to moja wina,że Dylan tak postępuje czy coś się stało na spacerze...

*Godzinę później*

Czytając książkę rozległ się dźwięk pukania do drzwi.Odłożyłam książkę na bok i powiedziałam:
-Proszę...
Kiedy drzwi zostały otwarte zobaczyłam Dyla który stał jak niewiniątko w drzwiach.Więc zapytałam:
-Słucham?
-Chciałem porozmawiać
-Teraz?!-wstałam nie dowierzając
-Tak....
-Ale kiedy ja chciałam rozmawiać z tobą ty nie chciałeś tylko chamsko wyprosiłeś mnie z pokoju więc chyba nie mamy o czym rozmawiać. Prawda?!
-Nie nie prawda chciałem cię bardzo przeprosić za to ale byłem wściekły nie chciałem cię zranić.Błagam uwierz mi.-powiedział z nadzieją w oczach
-Dobrze.Ale powiedz teraz co się stało?
-Po prostu spotkałem się z dawnymi kumplami ze szkoły kiedy jeszcze tu mieszkałem,a oni zaczęli mnie poniżać,że mam ADHD.Ja się wkurzyłem i dostali ode mnie raz i drugi po mordzie.Potem zaczęła się prawdziwa bójka na szczęście wyszedłem z tego cało.Bez żadnych ran
-Na pewno nic ci się nie stało?Co za dranie
-Na prawdę nic się nie stało...Spokojnie-uśmiechnął się i wtulił mnie do swoich umięśnionych ramion
-To dobrze wiesz jak się martwiłam kiedy wyszedłeś i nie wracałeś..
-Ale jestem więc się nie bój pamiętaj nigdy cię nie zostawię nawet kiedy mnie już tu nie będzie to będę na tamtym świecie czuwał nad tobą.Pilnował cię..Pamiętaj o tym dobrze?
-Dobrze.A teraz kładziemy się spać co nie?Już późno
-Okey śpij dobrze Lucy.
-Nawzajem dobranoc-powiedziałam uśmiechając się do niego.Kiedy mój przyjaciel wyszedł weszłam pod kołdrę zamykając oczy.Od razu zasnęłam...
Obudziły mnie krzyki!!! Zerwałam się przecierając oczy,wyszłam gwałtownie z pokoju,żeby zobaczyć co się dzieje okazało się,że z Dylanem coś się dzieje dusił się nie mógł nic powiedzieć.Podeszłam do niego gładząc go po jego puszystych włosach.W momencie kiedy mama dzwoniła po karetkę ja pocałowałam chłopaka delikatnie w policzek i powiedziałam wszystko będzie dobrze.Nie chciałam pokazywać,że płaczę ale się nie udało łzy lały się z moich oczu jak najęte.Pomyślałam:Mój przyjaciel odchodzi?Czy po prostu to atak duszności który zaraz przejdzie.


2 komentarze:

  1. Jejku ^_^ GENIALNE!! ♥ Każdy rozdział jest coraz bardziej ciekawy. ♥ Na prawdę nie chce ,żeby to opowiadanie się skończyło :(( LOVE IT ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję,ale kiedy skończy się to zacznie się następne.Kto wie może jeszcze lepsze :*

      Usuń