sobota, 6 grudnia 2014


Nie chciałam pokazywać,że płaczę ale się nie udało łzy lały się z moich oczu jak najęte.Pomyślałam:Mój przyjaciel odchodzi?Czy po prostu to atak duszności który zaraz przejdzie.
********************************************************************************
Rozdział 47

Kiedy karetka przyjechała pod dom,lekarze z niej szybko wyszli i skierowali się do pokoju Dylana żeby zabrać go do szpitala.Rodzice przyjaciela szykowali się do wyjścia żeby pojechać za karetką samochodem...Więc zapytałam: 

-Mogę jechać z wami? 
-Tak słońce-odpowiedziała mama Dyla
-Dziękuję to pójdę szybko wziąć kurtkę...
-Dobrze.Czekamy w samochodzie 
Wchodząc do pokoju otworzyłam szafę i wzięłam kurtkę założyłam swoje trampki i pobiegłam do auta.Wsiadając westchnęłam:Myślałam,że to nie dzieje się na prawdę ale niestety tak było.... 
Docierając do szpitala wyszłam szybko z samochodu kierując się nad oddział gdzie wzięli Dylana.Patrzyłam co oni mu robili.To było straszne:Podłączanie kroplówki,wkładanie jakiejś rurki do gardła.Co mnie dziwiło,że za mojego przyjaciela oddycha jakaś gruszka.
-Boże dlaczego mu się to przytrafiło i z jakiego powodu-krzyknęłam siadając na krzesełku w poczekalni.W pewnej chwili przypomniało mi się,że dziś wieczorem Dyl opowiadał mi o tej bójce powiedział,że wyszedł z niej cało ale...ale nie widać tego może dostała w brzuch albo w głowę?Chyba powiem to to jego rodzicom.Zerwałam się z krzesełka i poszłam w stronę mamy i taty Dyla.Kiedy byłam już centymetr od nich zaczęłam mówić...
-DYLAN NIC WAM NIE POWIEDZIAŁ,ŻEBYŚCIE SIĘ NIE MARTWILI ALE ON DZIŚ WIECZOREM POWIEDZIAŁ MI O BÓJCE.ON BRAŁ W NIEJ UDZIAŁ,GADAŁ ŻE WYSZEDŁ Z TEGO CAŁO ALE JA JAKOŚ W TO NIE WIERZE. 
-O mój boże!-powiedziała z przerażeniem mama 
-Przepraszam,że nic nie powiedziałam wcześniej ale Dyl kazał mi nikomu nic nie mówić...I wpadłam na to,że może przez tą bójkę on zaczął się dusić w nocy...
-Masz racje trzeba zapytać się lekarzy czy ma to coś wspólnego z tą utratą oddechu-wtrącił ojciec mojego przyjaciela.Więc postanowiliśmy iść do gabinetu lekarskiego i zapytać.Kiedy doszliśmy zapukałam jeden raz aż drzwi się otworzyły.Pan.Evans wpadł i zaczął gwałtownie pytać: 

-Panie doktorze jeżeli mój syn przeprowadzał dziś po południu bójkę i gdzieś go uderzono może to być przyczyną duszności czy nie?
-Panie.Evans a dokładniej gdzie został uderzony?-zapytał zdejmując okulary z nosa. 
-Właśnie nie wiem jego przyjaciółka nam teraz powiedziała ale ona też nic nie wie bo on powiedział,że wyszedł z tego cało i nic mu nie jest....
-Aha jak Dylan się obudzi porozmawiam z nim może coś mi powie... 
-Dobrze dziękujemy bardzo-powiedziałam z lekką niepewnością i wyszłam.Wzdychając szłam przez długi korytarz pełen lekarzy i pielęgniarek miałam nadzieje,że znajdę salę w której leży Dylan chciała go zobaczyć bo do tej pory nikt nie chciała nam powiedzieć gdzie on leży.Wszystko wydawało się takie czarno-białe,jakby straciło kolory,jakby cały świat zaraz miał się skończyć...Padający deszcz za oknem szpitalnym wydawał się teraz taki ponury.Kiedyś kochałam patrzeć na spadające kropelki z nieba,a teraz wszystko straciło tak jakby barwy.Patrząc na ten mroczny korytarz zdałam sobie sprawę,że nie będzie łatwo znaleźć Dyla,ale nie poddawałam się i szukałam dalej kiedy poszłam do końca.Zobaczyłam,właśnie go leżał nieruchomy.Miał tyle rurek w okół siebie,że nie dało się zliczy,nawet samodzielnie nie oddychał nie mogłam tak na niego patrzeć zza szyby więc niestety złamałam przepisy i weszłam nie zdając sobie sprawy,że mogę potem za to karnie odpowiadać.Nic a nic nie obchodziło mnie tylko on.Chciałam tylko jednego,żeby się obudził iii uśmiechnął się do mnie.Chciałam go przytulić ale nie potrafiłam boo te wszystkie kabelki i inne rzeczy mi bardzo przeszkadzały.Więc złapałam go za rękę mówiąc:Jeżeli mnie słyszysz daj znać jeżeli nie to pamiętaj nie opuszczę cię zawsze będziesz w moim sercu.Pamiętaj to...Teraz muszę już ci to powiedzieć bo nie dam rady dłużej:Jesteś najlepszym chłopakiem jakiego znam Kocham Cię.Bardzo chciałbym,żebyś to usłyszał kiedy będziesz przytomny.Ale chyba nie ma jeszcze takiej opcji.Lekarze mówią,że wybudzisz się ze śpiączki najwcześniej jutro po południu tylko obiecaj mi,że się tak stanie,że będziesz jeszcze ze mną,że mnie nie opuścisz tak szybko..Dobrze?
Po skończeniu tego co powiedziałam wstałam po cichu z krzesełka i skierowałam się w stronę drzwi wyjściowych.Na koniec popatrzyłam zza ramienia na Dylana.Mając nadzieje,że jutro będzie już lepiej,a Dyl się wybudzi.I nie skończy tak wcześnie swojego życia na ziemi.

3 komentarze:

  1. Dylan nie może umrzeć musi zostać z Lucy nie rób mi tego ja płaczę przed komputerem i nie mogę nic powiedzieć na prawdę nie wiem co będzie jak się skończy to opowiadanie... ♥ CUDOWNIE PISZESZ :3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję ale przecież po tym opowiadaniu będzie następne :* Nie smutaj ;3

      Usuń